Andrzej Silski
 
g
"Jeżeli kiedyś wszystko zacznie
kręcić się niezgodnie z ruchem
wskazówek zegara
wtedy odezwij się do zupełnie
obcego człowieka
posłuchaj jego nierytmicznych
uderzeń serca
rozbujanego sztucznie
i przygaśnij w blasku jego miłości"

 

O mnie

Twórczość literacka

Piosenki

Ostatnio dodane

   

Jaś Landrynek



W górach Słodkich, przy przełęczy
Tam, gdzie nie śpi nikt wieczorem,
Mieszka król Cukierek Pierwszy
W wielkim zamku, wraz ze dworem.

Wszechpotężny jest to władca,
Król Lukrandii  - od początku
Sztab ministrów, jeden radca
Strzegą granic i majątku.

Jedno tylko ma zmartwienie
Choć nie braknie mu niczego,
Rządzić tak, by słońc promienie
Nie stopiły państwa jego.

A nie łatwe to zadanie
Wszak w Lukrandii są dwa słońca
I jak jedno je śniadanie
Świeci drugie, tak bez końca.

Więc nękany ciągłym strachem
Po naradzie z ministrami,
Kazał niebo pokryć dachem,
By kraj strzec przed promieniami.

Dodatkowo wzmocnił warty,
Bo się martwił nie na żarty,
Aby jakieś ostre chmury
Nie zrobiły w dachu dziury.

Sto lat może albo dłużej
Lud królowi wiernie służy
I spokojny żywot wiedzie,
Pomagając innym w biedzie.

Lecz niestety dnia pewnego,
Gdy jak zwykle Król Jegomość
Siadał właśnie do obiadu –
Stało się coś okropnego,
O czym doniósł As wywiadu.

„Najjaśniejszy Królu, Panie
-Baton Wielki rzekł zdyszany –
W naszym państwie już od rana
Dwa żarłoczne są potwory,

Tylko jeden, na śniadanie,
Zjada całkiem bez ogłady
Autostradę z czekolady.
Co to będzie, co się stanie

Najjaśniejszy Królu, Panie,
Gdy dobiorą się do dachu,
Pewnie zaraz będę chory,
Jak porobią w nim otwory”

Starym królem trzęsła trwoga
„Wezwać mi tu astrologa!
- krzyczał tak, że znów migdały
Same z tortów pospadały -

Niech też przyjdzie mój generał,
Niechaj wojsko mi pozbiera,
Może zamiast sobie wróżyć,
Lepiej kul truflowych użyć”.

Trzeba było tylko chwili,
A już wszyscy się zjawili,
Rozpoczęła się narada
Każdy po kolei gadał.

Pierwszy zabrał głos astrolog:
„Nic nie widzę na ekranie
Najjaśniejszy Królu, Panie
Dzisiaj radę dam:  pozbierać
Dane do drops – komputera”

„Jest też kłopot tej natury,
Aż wstyd mówić tu przy dworze,
Ktoś zjadł trochę klawiatury
W marcepanie” – był to Orzech.

Andrut, to generał młody
I niezwykłej wręcz urody,
Przed tron wyszedł bardzo pewnie,
Bo podobał się królewnie.

„Ilu armia ma żołnierzy?
- spytał król mężnego wodza –
Czy się może z wrogiem zmierzyć
I czy zdoła go pokonać?”

„Jeden pułk lizaków twardych
- zameldował Andrut szczerze –
Cztery piernikowe warty,
Które mają miód pancerze.

Posiadamy też armaty,
Biały czołg z cukrowej waty
I kompanię kawalerii,
Która ruszy wprost z cukierni”.

Potem jeszcze mówił radca,
Dwóch ministrów i kasztelan,
Dopowiedział swoje władca,
Minął piątek i niedziela.


A tymczasem już nie para
W słodkim państwie jest potworów.
Teraz jest ich cała chmara –
Zrobią w dachu sto otworów,
Niech przez każdy promień wpadnie,
Wnet Lukrandia się rozpadnie.

Król już nie mógł ryzykowa
Komunikat wydrukował
W całym państwie go obwieścił.
Był mniej więcej takiej treści:

CAŁY NARÓD ZAGROŻONY,
JEST TO SPRAWKA CHIPSÓW SŁONYCH,
KTÓRE W CIĄGU GODZIN PARU
POŻERAJĄ BEZ UMIARU
 
WIELKIE DOMY I PAŁACE,
SAMOCHODY, MOSTY, PLACE,
A CO GORSZA, ŻE Z ROZMACHU
DOBIERAJĄ SIĘ DO DACHU.

JEŚLI ZNAJDZIE SIĘ KTO MŁODY,
CO LUKRANDII ZWRÓCI WOLNOŚĆ,
NIE POSKĄPIĘ MU NAGRODY,
MOŻE LICZYĆ NA MĄ HOJNOŚĆ.


JEMU WŁAŚNIE DAM W PODZIĘKĘ
PÓŁ KRÓLESTWA, CÓRKI RĘKĘ
I DO TEGO CAŁKIEM NOWE
PYSZNE WYSPY DELICJOWE.


Wnet dotarło to posłanie
Do doliny Mandarynek,
Gdzie w swym domu na polanie
Mieszkał chłopak – Jaś Landrynek.

Dwie fabryczki miał nad rzeczką
Produkował ptasie mleczko,
Bardzo lubił swoją pracę,
Czyżby mogło być inaczej?

Dzisiaj jednak nie pracował,
Myślał wciąż, analizował
Czy od razu, bądź w dwie tury
Dobrać Chipsom się do skóry.

Po cóż męczyć mam się darmo?,
Walczyć z wroga całą armią?,
Lepiej chrupka wziąć Solnika,
Jako swego zakładnika.

Chipsów król – imć Chrupek Słony
Bardzo dobrze jest strzeżony
Żeby dojść do jego grodu
Trzeba trudu i zachodu.

Na swej drodze Jasio młody
Najróżniejsze miał przygody.
Szedł po górach, po równinie
Musiał przejść przez trzy jaskinie.
W jednej z nich, tej niewysokiej,
Spotkał się z solonym smokiem.


Biedne było to smoczysko,
Jadł paluszki i to wszystko,
Zjadłby chętnie coś słodkiego,
Lecz w Chipsowie oprócz tego
Nic nie kupi się innego.

Kiedy spojrzał na Landrynka,
Słodka mu leciała ślinka
I zaryczał smoczym głosem:
„Coś za jeden? Przedstaw no się!”

Jaś Landrynek rzekł do niego:
„Idę wprost do króla twego
I nie próbuj mi przeszkodzić,
Bo sam sobie będziesz szkodzić.

Mam tu wafle nadziewane,
Po nich będziesz jak baranek,
Jak spróbujesz – sam zobaczysz,
Ile taki wafel znaczy”.

Smok na próbę wziął jednego,
Zaraz połknął go całego,
Po czym głośno zaczął wrzeszczeć:
„To jest dobre, dawaj jeszcze!”

Chłopak zapas miał dość spory
Wiedział bowiem, że potwory
Bardzo łase są słodyczy.
Ledwie zapach ich poczują,
Wtedy nic już się nie liczy.


W takim właśnie to momencie
Kiedy smok, już po jedzeniu,
Swoją słoną fajkę palił,
Jaś odwrócił się na pięcie
I spokojnie się oddalił.


Chociaż nie znał okolicy –
Zmierzał wprost do Chips-stolicy,
Gdzie na tronie z sól-muszelki,
Siedzi władca Chrupek Wielki.

„Hej tam, hola! Wartownicy
- Jaś Landrynek głośno krzyczy -
Spuszczać zaraz most zwodzony,
Drogą jestem już zmęczony.

Na mnie król wasz - Chrupek czeka,
A okropnie on się wścieka,
Gdy osoba umówiona
Choć pięć minut jest spóźniona

Wartownicy między sobą
Poszeptali, popsioczyli
Po czym bramę otworzyli.
Stąd już tylko tysiąc cali
Jaś miał do tronowej sali.

Chrupek właśnie błogo zasnął.
Śniła mu się wyspa słona.
Nagle ktoś tak drzwiami trzasnął,
Że aż spadła mu korona.

„Kto tu wchodzi bez pukania?
To jest nie do wytrzymania!
Proszę wyjść, bo zaraz każę
Wezwać tu królewskie straże”.

„Ja nie chciałem, proszę Króla
- Jaś Landrynek mówił grzecznie -
To ten słony wiatr tak hula,
Trzeba zamknąć go koniecznie”.

„Tak, masz rację, to mądrala,
Na zbyt wiele mu pozwalam,
Muszę mu uwagę zwrócić,
Albo piórka trochę skrócić.

A tyś, co za dziwny stworek?
- rzekł król Chrupek do przybysza -
Ledwo, com zjadł podwieczorek
Już nie przyjmę gości dzisiaj”.


„Jam jest mag z krainy czarów
- kręcił Jasio bardzo składnie -
Mam ze sobą moc towarów,
Kiedy tylko spojrzysz na nie,
Oko ci zbieleje, Panie.
W szczególności chcę polecić
Proszek, który w nocy świeci.
Gdy się go rozpuści w wodzie,
Przepadają za nim dzieci.
Jeśli chcesz być wiecznie młody
I nie stracić swej urody,
Dobrze jest się w tym wykąpać
I zażywać tej kąpieli
Od soboty, do niedzieli”.


Chrupek, który przez lat wiele
Słone tylko brał kąpiele,
Chętnie poznałby dowody
Na istnienie innej wody.
Więc rozkazał swoim sługom
Przynieść wanny, jedną, drugą
Zaraz do tej pierwszej wskoczył
I po szyję się zamoczył.


Cieszył król się, świta cała
Z tej radości aż klaskała,
Lecz - po prawie pół godziny
Woda nagle zesztywniała


I to właśnie z tej przyczyny
Wszystkim wokół zrzedły miny.


Bo nie wiedział nikt niestety,
Że do wody Jasio wsypał
Żółty proszek galarety,
To dopiero był niewypał.


Smutny był Król Chrupek Słony
W galaretce uwięziony,
Więc do Jasia słówko rzucił,
Aby ten mu wolność zwrócił.


Rzekł do Króla Jaś Landrynek,
Zuch z Doliny Mandarynek:
„Możesz wolnym być na nowo
Tylko musisz dać mi słowo,
Że z Lukrandii, mego kraju
Wszystkie Chipsy poznikają
I że nigdy już na świecie
Siłą do nas nie wejdziecie.

Jeśli podjeść sobie chcecie
Czekoladek, albo mleczka,
Do mnie zwrócić się możecie
Przyślę trochę wam – w stu beczkach”.

Cóż miał robić król w opałach,
Kazał wezwać generała
I rozkazał bardzo szybko
Do Chipsowa wrócić Chipsom.

Jaś tymczasem bardzo żywo
Z rurki z kremem wziął łuczywo,
Podgrzał wannę, ognia dodał -
W krótkim czasie z galarety
Słodka się zrobiła woda.

Chrupek Wielki znów jest królem,
Krzyczą wszystkie Chipsy chórem
I choć w słodkiej był niewoli
Zawsze będzie królem soli.

Kiedy trwała radość taka,
Jaś z Chipsowa dał drapaka
I gdy przeszedł trzy jaskinie,
Wielkie góry i równinę
W Mandarynek był dolinie,
Gdzie w fabryczkach swych nad rzeczką
Produkował ptasie mleczko.

A nazajutrz uroczyście
Król Cukierek osobiście
Na dziedzińcu, w swym pałacu,
Na samiutkim środku placu

Landrynkowi, w dowód męstwa,
Medal wręczył za zwycięstwo,
Po czym wprost uradowany
Tak przemówił do poddanych:

„W naszym państwie źle się działo,
Tysiąc Chipsów grasowało
I pomimo ostrej bury
Wciąż drążyły w dachu dziury.

Gdyby nie Landrynka siła
Już Lukrandii by nie było
Bo wiadomo, że bez końca
Świecą u nas te dwa słońca.

Jakem rzekł, a dałem słowo
Sprawę skończyć honorowo,
Pół królestwa, córki rękę
Jemu właśnie dać w podzięce
I w prezencie całkiem nowe,
Pyszne wyspy delicjowe.

Tydzień trwało tam wesele,
Gości na nim było wiele,
Tak im dania smakowały,
Aż ich zęby rozbolały.

Fakt to przecież oczywisty
Kto słodyczy je dowoli
Albo ząbek go zaboli
Albo skończy u dentysty.